„Życie to nie pięciogwiazdkowy hotel”


lifestyle / wtorek, Sierpień 7th, 2018

Wszystko idzie pod górę? Masz wrażenie, że cały świat sprzysiągł się przeciwko Tobie i podkłada ci nie kłody, ale wręcz całe konary drzew?

Nie masz mocy sprawczej i wpływu na większość wydarzeń w swoim życiu. Uwierz mi – wiem, o czym mówię. W pewnym momencie życia musiałam zmierzyć się z informacją, że nigdy nie zajdę w ciążę, nie będę mogła się spierać na tematy wagi najwyższej i nawet w internecie nie będę mogła napisać kontrowersyjnych kilku zdań, czy wolę karmić piersią czy butelką. Jak już wszystko się względnie uspokoiło, a ja przetrawiłam to, że nie będę matką pięciorga latorośli, usłyszałam, że mój guz zaczął rosnąć.

Są takie chwile, w których zostaje Ci modlitwa. Tylko, albo aż.

Każdy z nas ciągnie za sobą wózek. Dla jednych są to problemy finansowe. Inni borykają się z przeszkodami zdrowotnymi. Są tacy, którzy przeżyli stratę bliskiej osoby. Niektórzy mają problem ze znalezieniem pracy, która da im choć małą dawkę codziennej satysfakcji życiowej.

Uwaga, powiem Ci teraz coś, co wyczytałam w jednej z najlepszych książek, jakie miałam w rękach: życie to nie pięciogwiazdkowy hotel. Po prostu.

Nie chodzi o depresyjne podejście do dnia codziennego. Raczej o zrozumienie, że każdy siłuje się ze swoim wózkiem bagażowym. I możesz robić to w swój własny sposób. Z płaczem, z goryczą, z ciągłym poczuciem niesprawiedliwości. Tupiąc w miejscu ze złości.

I nie myśl sobie, że każdy dzień witam z uśmiechem, serwując od rana tosty okraszone szczyptą domorosłej gadki motywacyjnej. A wszelkie problemy spływają po mnie, jak tłuszcz w kontakcie z Ludwikiem. Jednak zrozumienie tego, że nikt nie obiecywał mi złotej codzienności, ułatwia wiele. Nie marnuję sił na boksowanie się ze światem zewnętrznym. Bo i po co?

Dlatego wolę wersję slow i naiwne cieszenie się, tym co teraz. Słowami, że jestem najlepszą mamą ze wszystkich mam na świecie. Że mogłam komuś pomóc, po prostu słuchając. Wtuleniem się w ukochaną klatę, gdy jest mi źle. Znalezieniem małego, zielonego pomidora na krzaku w balkonowej donicy. Słońcem palącym prosto w oczy i zbyt nagrzanym piaskiem na plaży. Zapachem wiatru. Mokrym, psim nosem, budzącym uporczywie po włączeniu kolejnej drzemki w telefonie.

Ps. Zdjęcia powstały w kolejnej świetnej miejscówce na Mazurach – Folwark Łuknajno. Miejsce, w którym poczujecie się naprawdę… sielsko. Polecamy! 🙂

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

 

 

8 Replies to “„Życie to nie pięciogwiazdkowy hotel””

  1. Fajny tekst, a mogę wiedzieć co to za książka, z której pochodzi przytoczony przez Ciebie cytat …życie to nie pięciogwiazdkowy hotel. Pzdr.

  2. Witam
    Pierwszy raz czytam Twoj blog i jest mi tak bliskie to co czytam i tak sobie myślę że mamy podobne podejście do życia „teraz”mam takie podejście po wielu przejściach nie łatwych. Szyje dla siebie i moich bliskich narazie bo lubię to robić ale wiąże z tym przyszłość.
    Pozdrawiam

  3. Ja jakiś czas temu wreszcie ostatecznie przyznałam, że lubię swoje życie. Nie jest idealne, mam jeszcze marzenia do spełnienia, bywa lepiej, bywa gorzej, mamy swoje problemy, które dla nas są najważniejsze i najgorsze na całym świecie ;)… Ale jestem naprawdę szczęśliwa 🙂 Wszystkiego dobrego 🙂

    1. Dziękuję – sprawa z guzem załatwiona chirurgicznie, zostało całe życie na tabletkach i ich skutkach ubocznych 🙂 A z macierzyństwem też się udało, wybraliśmy drogę adopcji, nie było łatwo, ale od 3 lat jesteśmy już rodzicami <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *