Historia Kopciuszka, czyli krzesło drewniane w nowej odsłonie DIY


DIY tutoriale, Wnętrza / sobota, Lipiec 22nd, 2017

Wiecie czemu śmieci w naszym domu wynosi mój mąż? Bo ja zawsze coś znajdę – a to jakąś szafeczkę, a to krzesło. I znalazłam je, samotne i opuszczone, w niedzielne przedpołudnie, czekające na mnie z nadzieją w oczach, czyli nóżkach.

Tak więc wzięłam je pod swój dach i dałam mu nowe oblicze. Jak się do tego zabrać?

Przede wszystkich sprawdzamy stan mebla, który stanął na naszej drodze: czy nie jest połamany, czy nie ma w nim korników ani innych pluskiew, czy jest na tyle stabilny, by trochę nam jeszcze posłużyć. Z używanymi meblami nie jest łatwo, czasem trzeba zainwestować w nie trochę czasu i funduszy, więc musisz uzbroić się w obiektywny krytycyzm.

 

Zaczęłam od oczyszczenia krzesła za pomocą szlifierki – efekt widzicie na zdjęciach wyżej (zdjęć początkowych oczywiście nie zrobiłam, mea culpa!). Najgorszy etap, bo produkuje mnóstwo kurzu i nie jest wcale tak łatwy dla kobiet, które nie potrafią zrobić poprawnej technicznie pompki. Dodatkowo nie udało mi się dokładnie oczyścić miejsc trudno dostępnych – nie miałam już sił i ochoty doszlifowywać tego ręcznie.

Po odpyleniu zagruntowałam całość najzwyklejszym gruntem do ścian i skleiłam wikolem odklejające się w niektórych miejscach siedzisko. Po kilku dniach dojrzałam w końcu do etapu malowania, z brakiem konkretnej wizji. Zależało mi przede wszystkim na ciekawym kolorze – dlatego też zmieszałam białą farbę akrylową z pigmentami w kolorze czarnym i zielonym.

 

Do ostatniej chwili wahałam się, czy zrobić przecierki, czy postawić na efekt ombre na nóżkach. Wygrała wersja pierwsza. Po naniesieniu jednej warstwy farby zabrałam się za robienie przecierek: papierem ściernym o gradacji 60 przetarłam w niektórych miejscach, uzyskując ciekawy efekt.

Po ponownym odpyleniu nałożyłam dwie warstwy bezbarwnego lakieru.

 

Całość projektu zajęła łącznie kilka godzin, w tym najwięcej szlifowanie (nie liczę czasu schnięcia farby i lakieru). Jeśli chodzi o koszta, wyszło około 5 zł – jedyne, co musiałam dokupić to zielony pigment, resztę miałam w domu jako pozostałość po poprzednich projektach.

I tak doszłam do efektu końcowego, totalnej metamorfozy mojego Kopciuszka. Jak widzicie na zdjęciach, żywot matki blogującej prosty nie jest 🙂

 

Wszystkie moje wpisy powstają z zaangażowaniem i chęcią, dlatego jeśli spodobał Ci się ten post, byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zostawił/a ślad swojej obecności w komentarzu lub udostępnił/a go innym, za co z góry dziękuję!

4 Replies to “Historia Kopciuszka, czyli krzesło drewniane w nowej odsłonie DIY”

  1. Ja to nawet śmieci nie muszę wynosić, żeby coś znaleźć. Wczoraj sobie spokojnie wracam z wycieczki z dziećmi, a tu mi w ręce wpadają, same, zupełnie bez mojego udziału, cztery nóżki toczone, od jakiegoś stolika zapewne. No żal nie wziąć! A krzesła to juz szczególnie lubię ratować. I gitary 🙂 mamy w domu po dwie sztuki w trakcie remontu 🙂 Twoje krzesełko bardzo ładne, piękny kolor Ci wyszedł:)

    1. jaaaaaaa zazdroszczę! Dobrze jest mieć takich sąsiadów, którzy pozbywają się perełek 🙂 jeszcze na parę rzeczy poluję po cichu, tylko mąż jeszcze nie wie 🙂

  2. Krzesło świetne po metamorfozie! I kolor ciekawy. Pewnie bałabym się tego czarnego pigmentu, a tu proszę!
    Ja coś mam pecha i nie trafiam na takie okazy na mojej drodze niestety.
    Poluję teraz na okrągły stół 🙂 Pozdrawiam!

    1. Trzeba eksperymentować, również z czarnym 🙂 jak coś, ratowałabym białą farbą 🙂 Tak właśnie jest – jak chcesz coś konkretnego, to ciężko znaleźć. Od roku szukam kolejnych drewnianych krzeseł i nie mogę znaleźć 🙂

Odpowiedz na „MumandiAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *