Co w tym roku mój syn dostanie na Święta?


lifestyle / niedziela, Listopad 13th, 2016

Jeśli oczekujecie moodboard’ów z zabawkami, to czeka Was rozczarowanie. Jeśli wyglądacie pomysłów DIY i nowych wykroi na maskotki – też będziecie zawiedzeni. Długi weekend i internetowy rozpęd świąteczny nasunął mi kilka przemyśleń. Tak, biję się w piersi i sypię popiół na głowę, ale po kolei.

Macierzyński dobiegł końca, niosąc ze sobą milion pytań: co dalej? Co dalej z moim dwulatkiem, który potrzebuje mojej uwagi? Co z pracą, którą lubię? Co z kredytem, mieszkaniem na wykończeniu, mężem w rozjazdach? Na spokojnie (mąż) i mniej spokojnie (ja) doszło do kompromisu: mamy super przedszkole, które Bunio lubi (i Panie, które go noszą na rękach – dosłownie), ja mam swoją pracę, mam swoją szyciową odskocznię, mam swoje przyjaciółki i nasze babskie kawy, mam wspierającego mężczyznę u boku. Czysta idylla.

Do czasu. Aż zorientowałam się, że mojemu synowi czegoś brakuje. Mnie. Długi weekend uświadomił mi jedno – nie ważne gdzie, ważne z kim. Nie musimy szwendać się po mieście w poszukiwaniu atrakcji. Nie musimy jeździć na dalekie wycieczki. Nie chodzi o super zabawki i kolejne auto do kolekcji. Mój syn pragnie mojej obecności. Nie połowicznej, wisząc na telefonie i odpisując na maile.

Na Święta chce: „dinozaura. I mamę, i tatę” – rodziców którzy nie będą zbyt zajęci, by pograć w berka. Albo udawać niedźwiedzie. Dlatego w te Święta nie będzie idealnego porządku. Nie będzie kilkugodzinnego stania w kuchni. Nie będzie biegania po sklepach.

Będzie czas dla nas. Dla naszej trójki i bliskich nam ludzi. Będziemy biegać po domu jak stado niedźwiedzi. Albo dinozaurów.

Dziecka nie da się rozpieścić miłością. Nie kupuj mu zabawek z powodu Twoich wyrzutów sumienia. Nie ucz, że rzeczy materialne są w stanie zastąpić relacje. Jeśli mogę dać coś mojemu synowi, to nas. Prawdziwe rodzinne Święta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *