Nerw nasz codzienny, czyli co jest w stanie doprowadzić matkę na skraj rozpaczy


lifestyle / sobota, Czerwiec 18th, 2016

Wiem, wiem, macierzyństwo jest cudowne. Większość blogów i zdjęć twoich znajomych na portalach społecznościowych potwierdza tą tezę. Ale jak każda piękna rzecz rodzi się w bólach, okupiona łzami bezsilności i stresem codzienności. Albo jestem wyjątkiem, albo nie wszystkie matki się do tego przyznają. Z lekkim przekąsem i ironią opowiem wam, co jest w stanie doprowadzić mnie na skraj emocjonalnej rozpaczy, kiedy mam ochotę cisnąć czymś w ścianę i tupąć nogami, krzycząc ile sił w płucach.

DSCF9650

Tempo. Nie wiem czy tylko nasz syn, czy większość dzieci, wyznaje zasadę: im bardziej mama się śpieszy, tym bardziej mi się nie chce. Mając 10 min na wyprowadzenie psa, zapakowanie się do samochodu, odwiezienie Bunia do dziadków, przeżycie lamentu i dojechanie do pracy, mogę być pewna – każda mrówka napotkana na drodze będzie najciekawszą mrówką świata.

Plan, a raczej brak planu. Nagrodę Darwina temu, kto twierdzi, że życie z małym dzieckiem wszystko jest zaplanowane. Od pół roku marzysz o wyjściu z mężem. Wieczorna randka, sushi, rezerwacja dopiero na 21 – uśpicie dziecko i pojedziecie spokojnie patrzeć sobie czule w oczy. Wiedz, że akurat tego wieczoru nie zaśnie. Nawet jeżeli słowem się nie zająkniesz. Babski wypad na kawę? Będzie miał stan podgorączkowy lub inne atrakcje. Mają wpaść goście? Akurat dziś humor mu nie dopisze.

Co twoje to moje. Ostatni kawałek ciasta, skrzętnie ukryty i zarezerwowany na chwilę ciszy i spokoju, kiedy dziecię bawi się przez chwilę samo. Siadasz i….. widzisz już te żądne spojrzenie, wołające daj! I na nic tłumaczenie, że nie dobre, że to mamy. Jeśli coś jest mamy, to jest i moje, myśli sobie takie małe.

No i warto jeszcze wspomnieć o codziennym rytuale obiadowym. Gotujesz mu tą marchewkę, bo przecież lubi. I kotlecik taki jak chce. Wtedy się dowiadujesz, że i tak „bleee mama, bleee!”. I cały obiad, przygotowywany dokładnie według upodobań twego najmłodszego szefa kuchni, jest oddany czychającemu pod stołem psu. A mogłaś pomalować sobie paznokcie w tym czasie….

Wiem, że przywykliśmy do obrazu matki, która jest szczęśliwa każdym nowym gestem swego potomka, a usmarowanie ścian burakami przyjmuje ze stoickim spokojem, widząc artystyczny potencjał maziajów. Niestety, nie znam takich przypadków. My też jesteśmy ludźmi, którym czasem coś pęknie w środku. Ale widząc te oczy wpatrzone w Ciebie, starasz się znaleźć w sobie pokłady cierpliwości, o których nawet nie śniłaś. Nie z Ciebie, bo cierpliwość nie jest leży w ludzkiej naturze. Codziennie staram się zaczynać dzień modlitwą, taką krótką, jeszcze leżąc na poduszce, by mieć siłę na ten dzień. Tobie też polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *