Jak się podróżuje ze zbuntowanym dwulatkiem?


lifestyle / wtorek, Kwiecień 19th, 2016

Ciekawie 🙂 Ale zacznijmy od początku. Od dawna marzyły się nam Bałkany. W sumie miała być to nasza podróż poślubna, w którą się wybieraliśmy przez kilka lat. W końcu postawiałam sprawę jasno – albo teraz (do drugiego roku życia dziecko leci za darmo), albo nigdy! 🙂

Siedząc w samolocie pierwszego dnia naszych wymarzonych wakacji postanowiłam, że napiszę potem post o tym, że z dzieckiem da się wszystko, że rodzicielstwo nie jest żadną przeszkodą do ciekawych podróży i w ogóle jacy to my jesteśmy super. Pierwszy dzień lekko nadszarpnął moją idealną wizję, drugi całkowicie ją zrujnował, więc potem było już z górki.

Bałkany są piękne, niezadeptane przez rzesze turystów. Górskie położenie drogi między Belgradem a Barem sprawia, że jest to jedna z najpiękniejszych tras kolejowych na świecie. Nie obyło się bez niespodzianek Gdy pociąg podjechał na stację miałam cichą nadzieję, że to nie ten. To był ten. Tak rozpoczęła się nasza podróż w czasy byłej Jugosławii, z gratisowymi 5 godzinami jazdy. To był momen kulminacyjny, kiedy mieliśmy dość, byliśmy tak zmęczeni, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy w ogóle dojedziemy do celu. Jednak po pokonaniu pociągu wszerz i wzdłuż z milion razy, zmęczeniu i uspaniu Bunia, dojechaliśmy. Po drodze zostaliśmy uraczeni widokami godnymi pozazdroszczenia – góry, wąwozy, tunele. Jedziesz, a tu nagle z jednej i z drugiej strony przepaść. Tak samo wygląda trasa samochodowa, dlatego też wiele osób odradza pokonywanie jej autem.

Klimat tego regionu jest nie do opisania. Z jednej strony szare i skromne domy, a drugiej roześmiani i serdeczni ludzie. Widać wciąż echa niedawnej wojny. Szczególnie Belgrad sprawia wrażenie miasta smutnego i szarego. Odmienne emocje wzbudził w nas Bar, który podzielony jest na dwie części – europejskie wybrzeże i muzułmańską starówkę. Obie społeczności żyją w pełnej symbiozie, otwierając się na turystów. Spotkaliśmy się tam z niezwykłą serdecznością, od naszego gospodarza zaczynając na paniach w spożywczaku kończąc.

DSCF9394DSCF9395  DSCF9407 DSCF9410DSCF9381 DSCF9424 DSCF9425

Podsumowując – dlaczego warto jechać na Bałkany?

1. Ceny, ceny, ceny. Szczególnie nad czarnogóskim morzem. Liczyliśmy się z większymi kosztami stołowania się w knajpach i nałogowego picia kawy. Okazało się, że ceny są zbliżone do naszych, a nieporównywalnie niższe w stosunku do polskiego wybrzeża. Do tego w miejscach „biletowanych”, np. pociąg, ZOO, ogród botaniczny, zabytki, małe dzieci wchodzą za darmo. Jedyne na co należy uważać to taksówki – korzystając z niewiedzy niektórzy potrafią dość ładnie naciągnąć turystów.

2. Pogoda. Byliśmy przed sezonem, około 20-25 stopni. Padało w sumie 1/3 dnia. Nasz gospodarz był niezwykle zmartwiony tym, że nie trafiliśmy w pogodę. A my cieszyliśmy się, biegaliśmy w krótkich spodenkach, kąpaliśmy się w morzu. A oni w kurtkach. Ale co się dziwić, ostatnio śnieg zawitał do nich…. 25 lat temu 🙂

3. Duża wrażliwość społeczna na dzieci. W Polsce, gdy dziecko wyje na cały autobus, dostaje się matce. Na Bałkanach jeszcze ci zabawią, zagadają, rozśmieszą. No i się uśmiechną, rzucą jakieś miłe słowo, przestajesz się czuć jak wyrodna matka. Dodatkowo dużo placów zabaw i atrakcji dla maluchów. Jedyne czego nam zabrakło – kącików dla dzieci w restauracjach.

4. Niezapomniane widoki. Wybraź sobie – stoisz i patrzysz na morze. Odwracasz się w tył i widzisz góry. Albo jedziesz drogą, z jednej strony jest kamienna ściana, z drugiej gdzieś daleko w dole górska rzeka, w której woda ma kolor czystego lazuru.

Może Bunio nie będzie pamiętał tej wyprawy (raczej na pewno), ale dla nas było to niesamowite przeżycie. Że daliśmy radę. Na upartego, jeszcze Mela by się zmieściła 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *