chaos, widzę chaos!!


lifestyle / środa, Styczeń 6th, 2016

Jak żyć w chaosie? Jak ktoś, kto uwielbia mieć plan, nagle musi zacząć żyć nie planując za wiele? A jak już wiesz, że jest zaplanowane, to i tak pewnie się nie uda realizacja?

Wigilia. U nas, cała rodzina. Dzień został zaplanowany już wcześniej, jak zresztą całe przygotowania przedświateczne, tak żeby rodzinny odpoczynek też zagościł w naszym domu. Tak więc w dniu strategicznym M. ma rozplanowane zakupy, opieka nad synem podzielona, wszystko dogadane. A on znika, na całą przedłużającą się w nieskończoność godzinę. Tak więc plan runął. Jak potem się okazało, chodziło o mój prezent urodzinowy (tak, jestem jednym z tych szczęśliwców urodzonych 25 grudnia). Ale plan, kochanie, plan!!

Przedpołudnie z Buniem w domu. Usypiam Bunia, po wcześniejszym przebiegnięciu kilkadziesiąt razy placu zabaw, żeby szybciej zasnął, bo mam plan. Nie śpi, plan nie wychodzi. Znowu.

Jak żyć bez planu? Spontanicznie! Tak, planowanie daje poczucie bezpieczeństwa, sprawia że wszystko ma ręce i nogi. O ile udaje się go zrealizować. Od kiedy jestem mamą nauczyłam się nie planować. A raczej mieć ograniczone planowanie. Bo co to za różnica, czy będę mieć idealnie czysty dom, kosztem syna uczepionego płaczem i rękoma nogi, męża który wieczory spędza z komputerem, a ja ze szmatą. Czy o to chodzi?

IMG_20160105_142140[1]IMG_20160105_202137[1]

Cała moja przeszłość, wszystkie poprzednie lata, pokazują że planowanie nie ma tak wielkiego sensu. Miałam być starą panną z kotem, mam męża i psa. Do trzydziestki miałam urodzić dwójkę dzieci, a w wieku 27 lat mam już prawie 2-letnie dziecko i świadomość, że nigdy nie urodzę. Miałam robić doktorat, zostać super-fizjoterapeutą, a przez prawie 2 lata po studiach pracowałam klipsując ubrania w galerii. Nie było łatwo, ale dziś widzę jak bardzo było mi to potrzebne. „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz Mu o swoich planach”. Mój Tato w niebie musiał się dobrze zaśmiewać 🙂

Dziś wiem, że nie muszę mieć planu, bo On go ma. I jak widać prowadzi mnie ku najlepszemu. A ja się cieszę, tak bardzo się cieszę z rzeczy małych. Jak Bunio się śmieje, że mogę zasypiać w ramionach M. I z tego, że mogę patrzeć na moich mężczyzn, szczęśliwych i zdrowych. Nawet jak na obiad jemy frytki z Biedronki albo burgery z ulubionej knajpy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *